Rug WikiRug Wiki

Historia handlu dywanami w Hamburgu

Hamburg nie jest oczywistym miastem dywanowym. Nie ma tu lokalnej tradycji wiązania, nie ma gospodarki wełnianej w okolicy, nie ma starego związku z Persją czy Anatolią. A mimo to Hamburg był przez ponad sto lat najważniejszym węzłem przeładunkowym dywanów orientalnych w Europie Środkowej. Ta historia zaczyna się nie od dywanów, lecz od herbaty.

#Od herbaty do dywanu

Zdjęcie: Wikimedia Commons

W XIX wieku Hamburg był jednym z trzech wielkich miast portowych Europy, obok Londynu i Rotterdamu. Przez Łabę przybywała najpierw herbata z Chin i Indii, tytoń z państw karaibskich, kawa z Brazylii, przyprawy z Cejlonu. Dywany pojawiają się w spisach frachtów regularnie dopiero od lat 60. XIX wieku, jako ładunek dodatkowy.

Decydujący punkt: statek, który ze Smyrny lub Konstantynopola zawijał z tytoniem i figami, miał wolne miejsce. Dywany wypełniały tę przestrzeń. Były lekkie, można je było zwijać i układać w stosy, a w Hamburgu stali nabywcy, którzy zaczynali wydawać na orientalne sztuki coraz więcej pieniędzy.

Przemysłowe mieszczaństwo odkryło dywan orientalny w latach 60. i 70. XIX wieku jako symbol statusu. Smyrna w salonie, Heriz w jadalni, Bidżar w gabinecie. Hamburskie domy handlowe, które importowały już herbatę i tytoń, rozszerzały asortyment o ten nowy, dochodowy towar.

#Port wolnocłowy i Speicherstadt

Zdjęcie: Wikimedia Commons

W 1888 roku Hamburg przystąpił do Niemieckiego Związku Celnego. W tym samym roku otwarto port wolnocłowy, obszar prawa celnego, w którym towary można było przechowywać, sortować, przepakowywać i reeksportować bez opłat celnych. Bez portu wolnocłowego nie byłoby kompleksu Speicherstadt, bez Speicherstadt nie byłoby hamburskiego handlu dywanami w formie, która ukształtowała XX wiek.

Korzyść dla dywanów była konkretna. Ładunek dywanów z Hereke z Imperium Osmańskiego mógł dotrzeć do Hamburga, leżeć w magazynie, zostać wyprany i naprawiony, a cło uruchamiało się dopiero przy sprzedaży w Berlinie czy Wiedniu. To, co odsprzedawano dalej do Skandynawii czy Rosji, pozostawało bez cła.

Same magazyny były zbudowane dokładnie pod tę logikę. Wysokie pomieszczenia magazynowe z małymi oknami dla równego klimatu, wciągarki na każdym piętrze do podnoszenia zwiniętych dywanów, osobne kondygnacje do prania i napraw, a od strony ulicy biura kontorowe do zawierania transakcji. Niektóre z tych wciągarek działają do dziś.

#Pierwsze domy handlowe

Zdjęcie: Wikimedia Commons

Hamburscy handlarze dywanów epoki założycielskiej nie byli pojedynczymi przedsiębiorcami, lecz często spółkami handlowymi z filiami w Smyrnie, Tbilisi, Tabrizie i Konstantynopolu. Kupowali na miejscu, transportowali towar do Hamburga i sprzedawali sklepom meblowym oraz klientom prywatnym w całej Europie Środkowej.

Nazwiska takie jak Engelhard, Behrens, a później Rosenthal można odtworzyć z hamburskich książek adresowych ok. 1900 roku. Większość tych domów miała własnych kupców w Persji, którzy tygodniami jeździli na mułach po prowincjach, oglądając dywany w wiejskich warsztatach i małych manufakturach. Najlepsze egzemplarze trafiały od razu do Hamburga, słabsze sprzedawano dalej w Smyrnie lub Konstantynopolu.

Ten model utrzymał się do lat 70. XX wieku, z przerwami spowodowanymi przez dwie wojny światowe i rewolucję irańską 1979 roku.

#Pralnia i kondygnacje naprawcze

Zdjęcie: Wikimedia Commons

Czego wielu nie wie: dużą część wartości dodanej wytwarzano w Hamburgu, nie w kraju pochodzenia. Nowy perski dywan przybywał z Iranu często zabrudzony ziemią, z załamaniami od transportu i nierówną patyną. W hamburskich magazynach był prany, czasem wielokrotnie, naciągany, suszony i sprawdzany pod kątem uszkodzeń.

Pralnia była osobną dyscypliną. Łupiny włoskich orzechów, galasy, w niektórych domach także rozcieńczone kwasy, do tego litry hamburskiej wody wodociągowej, która ze średnią twardością okazywała się zaskakująco dobra dla dywanów wełnianych. Barwniki traciły surową ostrość i przechodziły w ciepły ton, który europejscy nabywcy odczuwali jako orientalny.

Dochodziły naprawy. Frędzle były wiązane, krawędzie ponownie wplecione, dziury zamykane. Mały warsztat naprawczy potrzebował dwóch lub trzech doświadczonych tkaczek. Większe domy zatrudniały dziesięć i więcej.

#Wojna, odbudowa i drugi boom

Zdjęcie: Wikimedia Commons

Speicherstadt została w czasie II wojny światowej zniszczona prawie w połowie. To, co zostało, odbudowano w latach 50. XX wieku, z charakterystycznych oryginalnych cegieł, na ile dało się je wydobyć z gruzu. Handel dywanami wrócił, teraz w nowych warunkach.

Drugi boom przyszedł w latach 60. i 70. XX wieku wraz z cudem gospodarczym. Salon bez dywanu perskiego uchodził za niedokończony. Hamburscy importerzy znów byli centralnym węzłem, teraz ze statkami kontenerowymi zamiast szkunerów i z bezpośrednimi lotami do Teheranu. Do 1979 roku.

Rewolucja irańska 1979 i wojna iracko-irańska od 1980 roku przerwały łańcuch dostaw na ponad dekadę. Wkroczyły manufaktury tureckie, afgańskie i nepalskie. Hamburski handel pozostał, ale stał się bardziej zróżnicowany. Dziś w magazynach leżą obok siebie perskie Tabriz, tureckie Kayseri, afgańskie kilimy i nepalsko-tybetańskie dywany.

#Co z tego zostało do dziś

Większość klasycznych hamburskich domów handlowych nie istnieje już w formie z 1900 roku. Globalizacja sprawiła, że bezpośredni import jest możliwy wszędzie, internet połączył klientów bezpośrednio z warsztatami, a zmiana pokoleniowa zamknęła wiele firm rodzinnych.

Zostało: kilka wyspecjalizowanych domów w samej Speicherstadt, które dziś pracują z tą samą kombinacją magazynu, pralni, naprawy i showroomu jak sto lat temu. Wciągarki nadal podnoszą towar na wyższe piętra. Ceglane mury utrzymują stałą temperaturę. Kanały nie są już drogami wodnymi dla barek, ale echo dawnej logistyki jest zapisane w budowli.

Dla nabywców oznacza to praktyczną różnicę. Dywan, który leżał w Hamburgu, jest zwykle przed sprzedażą wyprany, naprawiony i sprawdzony pod kątem jakości. To nie obietnica marketingowa, lecz tradycja, która pozostaje widoczna w tych pomieszczeniach.

Czytaj dalej